Mój życiorys.

O mnie...

Urodziłam się w dniu 5 lutego 1967 roku , w Nowym Targu u podnóża pięknych polskich gór Tatr. Od urodzenia mieszkałam w uroczej wiosce o dźwięcznej nazwie - Koniówka na Podhalu. Mój rodzinny dom znajduje się w pobliżu pięknego wodospadu na rzece Czarny Dunajec i mostu ,który prowadzi na południe w kierunku Tatr i Zakopanego a na północ w kierunku Krakowa.

Koniówka jako wioska zamieszkana przez górali zabudowana jest budynkami z drewna. Takie wioski można spotkać tylko na Podhalu.

Z okien mojego rodzinnego domu miałam widok na pola i rzekę a w oddali można było dostrzec najpiękniejsze polskie góry - Tatry.

Pochodzę z prawdziwej patriotycznej polskiej rodziny rolniczej.

Ojciec mój Kazimierz Długopolski - dobry mąż , ojciec i patriota polski ( jakby mogło być inaczej mając takie piękne nazwisko ) - odszedł do Pana Boga zbyt wcześnie. Zostałam z moją ukochaną mamą Antoniną Długopolską , trzema siostrami i bratem Józkiem.

Najpierw chodziłam do przedszkola w Koniówce. Szkołę podstawową ukończyłam w sąsiedniej miejscowości o nazwie Podczerwone. Następnie uczyłam się w szkole zawodowej imienia Heleny Modrzejewskiej w Zakopanem.

W szkole tej uczyłam się dziewiarstwa , wytwarzania dzianin na maszynach i innych technologii w zakresie produkcji włókienniczej.

Zawodu tego nie lubiłam mimo , że uczyłam się w tej szkole. Szalik ręcznie robiłam chyba 6 lat i właściwie do dzisiaj nie został skończony.

Na maszynach szło mi natomiast bardzo dobrze , bo zawsze miałam oceny na 5+. Koleżanki dziwiły się, że potrafię najszybciej ukończyć jakiś produkt ,który nawet nie spadł mi z maszyny.

Nauczycieli moich wspominam życzliwie. Wymienię choćby takich jak panią Marię Figus , panią Janinę Dudek, które lubiłam szczególnie i pana Ryszarda Kila ,który uczył mnie technologii.

Jako córkę rolnika z Podhala ciągnęło mnie do pracy na roli. Już jako dziewczynka jeździłam na traktorze. Oczywiście byłam świetną woźnicą jeżdżąc konną furmanką. Szkoda, że takich furmanek już nie ma. Cóż to była za radość zaprząc koniki do furmanki i jechać , jechać. Z konikami można w czasie jazdy porozmawiać - z traktorem rozmowy nie ma.

Pracę na roli lubiłam bez wyjątku na to , jaka była. Jazda na traktorze również sprawiała mi radość. Zawsze marzyłam, żeby mieć własny traktor. Kiedy go już miałam , niestety musiałam wyjechać do USA. Traktor i maszyny rolnicze zostały w Czarnym Dunajcu.

W 1993 roku wyjechałam z moim mężem i dziećmi do Chicago w stanie Illinois w Stanach Zjednoczonych . Chicago jest największym „polskim” miastem w USA. Mieszka tu bardzo dużo polskich emigrantów z Polski , między którymi jest wielka ilość górali , a ja z moją rodzina stanowimy ich cząstkę.

Jestem patriotką - POLKĄ - mimo , że już prawie trzynaście lat przebywam na obczyźnie.

Dzieci moje uczę języka polskiego i zawsze przypominam im , że są Polakami mając rodziców - POLAKÓW.

W domu moim jest narodowa nasza flaga polska i orzeł w koronie.

Zapewniam , że do końca mojego życia pozostanę POLKĄ.

Maria Józefa Gromska z domu Długopolska.
-Pseudonim - Hej! -->PODHALE:O)***




© 2002-2007
Page designed by
www.kwiatek.krakow.pl

E-MAIL